Jerzy Markowski
MOIM ZDANIEM
W czasach kiedy załamują się wieloletnie sojusze polityczne, partnerzy staja się przeciwnikami, a globalne instytucje stają się wydmuszkami biurokratycznymi, logika nakazuje, bardziej niż traktatom, ufać realiom, zwłaszcza gospodarczym. Każda poważna dywagacja o gospodarce w naszym kraju musi uwzględniać realne, czyli istniejące, związki lub zależności pomiędzy gospodarką Polski a gospodarką zwłaszcza Niemiec. Jakiekolwiek wypowiadanie się o związkach z naszym zachodnim sąsiadem obarczone jest ryzykiem krytyki o podłożu germanofobii. Trzeba o tym wiedzieć aby nie ulec fobiom. Tak w ogóle to fobie narodowościowe naszych liderów politycznych staja się doktryną obowiązującą i prowadzącą w prostej linii do alienacji najpierw politycznej, a potem gospodarczej.
Jeszcze kilkanaście lat temu lansowaliśmy w Polsce wizje i misje wiarygodnego partnera zachodu, sprawnego pośrednika pomiędzy zachodem a wschodem, lojalnego partnera Ameryki i w ogóle aktywnego centum Europy. Wystarczyło niecałe 20 lat, aby w Francji, a zwłaszcza w Niemczech, widzieć najeźdźcę owładniętego wizją likwidacji Polski, w Rosji widzieć największego wroga, a w Stanach Zjednoczonych nieprzewidywalnego hegemona świata. Gdyby wierzyć tym wizjom, to powinnismy już dziś zakładać zmowę międzynarodową w celu unicestwienia naszego kraju, co moim zdaniem, ma głębokie podłoże w naszej odwiecznej fobii policentryzmu. Bredząc na skróty uważamy, że jesteśmy tak wielcy, tak mądrzy, tak bogaci, że wszyscy obok i dalej niż obok czyhają na naszą państwowość w obawie przed naszą hegemonią. Budując na użytek wewnętrznych celów politycznych doktrynę oblężenia Polski, doprowadzamy się do wyobcowania, a tym samym do osłabienia.
Właśnie pod tym kątem powracam do polsko-niemieckich relacji gospodarczych. Realia są bezlitosne i oczywiste. Niemcy są naszym największym partnerem gospodarczym, u którego lokujemy prawie 30% polskiego eksportu. To dla Niemiec, kiedy wstępowaliśmy w 2004 roku do Unii Europejskiej, byliśmy partnerem gospodarczym, który nie lokował się nawet w pierwszej dziesiątce. Dziś jesteśmy piątym partnerem gospodarczym Niemiec, po USA, Chinach, Holandii i Francji, przy czym dystans do Francji jest już minimalny, bo nie większy jak 4,8 miliarda Euro w skali rocznych obrotów handlowych.
Warto to przemyśleć, zauważając że dla Polski jednym z trzech podstawowych mechanizmów wzrostu gospodarczego, obok popytu wewnętrznego i inwestycji, jest handel zagraniczny, w którym według prognoz w roku 2026 odnotujemy deficyt na poziomie około 60 miliardów złotych.
Z pełną świadomością stawiam tezę, że ze względu na wszystkie uwarunkowania, od politycznych do geograficznych, w interesie naszej gospodarki jest realny wzrost gospodarczy Niemiec. Trzeba wiedzieć, że mimo trudności, fakt że Produkt Krajowy Brutto Niemiec jest trzecim największym w świecie, po USA i Chinach, a “za chwilę” po Indiach, my jesteśmy wprawdzie już, ale dopiero, na progu G-20.
Nie sposób jednak nie zauważyć, że od roku 2022 tempo zamykania w Europie zakładów przemysłowych wzrosło sześciokrotnie, zwłaszcza w Niemczech. Ten stan jest efektem panującej w Europie doktrynie eksportu źródeł emisji uciążliwych ekologicznie poza Europę. “Eksportując” źródła emisji, wyeksportowaliśmy konkurencyjność gospodarczą i przemysł, a zaimportowaliśmy wzrost bezrobocia ze znaczną stratą zdolności produkcyjnych, zwłaszcza przemysłu, co dotkliwie widać po liczbie zakupu np. uzbrojenia, które w 80% sprowadzamy spoza Unii Europejskiej. Podobnie jest z zakupem surowców energetycznych do UE, na które wydajemy ponad 1,5 miliarda Euro na dobę.
Parametry wzrostu gospodarczego wielu państw świata są imponujące, że przytoczę tylko Indie, gdzie zaledwie w jednym kwartale PKB rósł realnie po 8,2% licząc rok do roku. Nie dziwi mnie zatem, że rząd Indii słusznie opiera program wzrostu gospodarczego na wewnętrznym wydobyciu węgla kamiennego, upatrując w tym warunek dla uzyskania dostatku energetycznego, bowiem w Indiach spora część populacji nie ma dostępu do energii elektrycznej, co jest tam problemem społecznym, ale przede wszystkim gospodarczym.
Zmianę w poglądach na dostatek energetyczny widać również w Niemczech. To właśnie potencjał gospodarczy Niemiec powoduje, że kraj ten zużywa rocznie ponad 600 TWh energii elektrycznej, czyli 4-krotnie więcej niż Polska, przy populacji tylko dwukrotnie wyższej. W tych realiach rząd Niemiec zmienia wektory polityki, zwłaszcza energetycznej, szczególnie w kierunku doktryn polityki realnej. Dowody, oto i one. Niemcy są największym w Europie producentem węgla bruntnego. Obecnie jest to 4 razy więcej niż w Polsce, a za 10 lat będzie to 20 razy więcej niż u nas. Niemcy importują więcej węgla kamiennego niż wydobywa całe polskie górnictwo. Oni odchodzą od zakazu ogrzewania paliwami kopalnymi, a dotyczy to 80% niemieckich budynków mieszkalnych. Niemcy jeszcze w ubiegłym roku mieli magazyny gazu wypełnione w 95%, a dziś po zimie jest to tylko 42%. Kraj ten neutralność klimatyczna odracza, jak na razie, do 2045 roku.
Te zmiany tworzą realne obszary współpracy gospodarczej, jednak w atmosferze fobii doktrynalnych, tworzą klimat sprzyjający destrukcji i wspólnej zapaści, zwłaszcza wobec wyzwań, których nie pokonamy w odosobnieniu, co widać coraz lepiej w obliczu konfliktów na Bliskim Wschodzie.